Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2012

Eatvestigation: Super-warzywo. Sałata.

Chyba już nie przelewki. Jesień przyszła na dobre. Powoli kończą się letnie plony. Dlatego chcę wykorzystać ginące jesienią gatunki, aby pozostawiły mi w pamięci miłe wspomnienia, uzupełniły witaminowe niedobory i ochroniły przed przeziębieniami.

O kolejnym super-warzywie, sałacie, niewiele pisałam, a to naprawdę ostatni moment na rodzimą produkcję w postaci gruntowej sałaty masłowej, by wykorzystać jej cenne witaminy C i E oraz składniki mineralne - wapń, magnez, żelazo, potas, kwas foliowy, błonnik. Oczywiście zieleń sałaty masłowej to nie tylko kolor, ale i działanie przeciwutleniające, a więc hamujące rozwój wolnych rodników w organizmie.







Dlaczego piszę, że to ostatni dzwonek na sałatę? Później też będzie można dostać niejedną odmianę, ale taka polska gruntowa jest jednak najzdrowsza. Zimą pozostaną do do dyspozycji sałaty zagraniczne o znacznie pogorszonej zawartości witamin i składników mineralnych. Nie chodzi w tym wszystkim o to, by ich nie jeść. Ja nie wyobrażam sobie obiadu bez sałaty! W końcu błonnik pozostanie... Chodzi o ty, by mieć świadomość, że importowane sałaty niosą za sobą pewne ryzyko. Te, które pakowane są w foliowe torby - jak np. lodowa - mogą okazać się nadpleśniałe, a pleśń jest silnie rakotwórcza; sałaty w plastikowych opakowaniach,  sprowadzane z Włoch czy Hiszpanii roszponki, dębowe itp. uważane za najmniej trwałe gatunki, które już po kilku godzinach od zerwania tracą swoje zdrowe właściwości, przyjadą do polskich sklepów prawie całkiem jałowe. 

Zatem marsz na targ po sałatę! A jak wybrać tę najzdrowszą? Ja podczas wybierania sałaty kieruję się przede wszystkim stanem jej korzonka. Powinien być twardy i jasny. Ciemny, miękki świadczy o tym, że sałata nie jest najświeższa, a raczej po przejściach. Nie będę wspominać, że zwiędnięta czy poszarpana jest w przedbiegach dyskwalifikowana. Jeśli mam do wyboru sałatę z plamkami lub bez, wybieram bez, bo plamki mogą świadczyć o nadmiernej ilości azotanów, czyli nawozów sztucznych. Niestety sałaty chłoną azotany na potęgę. Dlatego nauczyłam się je porządnie myć, bo bieżąca woda jest w stanie większość chemii z sałaty zmyć. No i oczywiście ważną sprawą jest jędrność czy jak kto woli kruchość w przypadku sałaty masłowej.


Ostatnie podrygi intensywnie zielonej sałaty masłowej

  
(2 porcje)
1 główka gruntowej sałaty masłowej
2 łyżki oliwy extra vergine
1 łyżka octu winnego z czerwonego wina
1 łyżeczka musztardy dijońskiej
sól morska
świeżo zmielony czarny pieprz
0,5 łyżki posiekanego drobno szczypiorku
0,5 łyżki posiekanego świeżego estragonu
0,5 łyżki posiekanej świeżej natki pietruszki


Sałatę rozdzielić na liście. Wykroić przed myciem korzonek jak w kapuście, gdyż w nim jest kumulacja chemii z nawozów. Pojedyncze liście umyć pod bieżącą wodą i osuszyć je na ręczniku papierowym lub w wirówce. Przygotować duża miskę, w której będzie podawana sałata. Używając trzepaczki wymieszać w niej energicznie oliwę, ocet winny, musztardę sól i pieprz. Gdy składniki dobrze się połączą, dodać szczypiorek, estragon, pietruszkę. Do miski z dresingiem wrzucić porwane liście sałaty. Delikatne je wymieszać z sosem.  Natychmiast jeść, by poczuć, jak zdrowie spływa na nasz organizm :)



















Zalecałabym zjedzenie całej sałaty od razu, żeby nie zostawiać reszty w lodówce. Jeśli jednak zaistnieje taka konieczność, sałatę przechowywać w lodówce w foliowej torbie. Ja dodatkowo pryskam sałatę wodą, by nie oklapła, a torbę, której ją przechowuję, pozostawiam trochę rozchyloną. Gdyby szczelnie torbę zamknąć, zaczną w niej zachodzić różne procesy chemiczne. Rozpocznie się gnicie, a jego pierwszą oznaką będzie zapach  starej szmaty. Do tego azotany zawarte w salacie zaczną przekształcać się w azotyny, a te są poważnie rakotwórczymi związkami.



wtorek, 25 września 2012

Dieta Italiana

Będąc wciąż pod wrażeniem moich wakacji nie byłabym sobą, gdybym nie nawiązała jeszcze do Włoch. A jest się na czym wzorować.

Czy wiecie, że Włosi to jeden z najzdrowszych i najszczuplejszych narodów w Europie?

W naszej mentalności pokutuje przeświadczenie, że włoska kuchnia to wielkie porcje, dużo kalorii, tłuszczu, kluchów, że włoskie jedzenie to ociekające tłuszczem pizze ze składnikami po sufit, ciężkostrawne sosy do makaronów, w których głównym składnikiem jest śmietana, monstrualne sztuki mięs i tony słodyczy na deser... To nieprawda! Włoskie posiłki są lekkie i niewielkie. Włosi po prostu mają swoją kuchnię na co dzień - nie muszą się nią zachłystywać.  Posiłki przygotowywane są z pasją, z wykorzystaniem świeżych sezonowych produktów, ale nikt nie spędza godzin na pichceniu frykasów. Wystarczy chwila oraz kilka podstawowych produktów i powstaje cudo. 

Obalając mit dalej  - Włosi jadają mnóstwo warzyw, ziół i czosnku popijając wszystko winem oraz wodą, a na deser zamiast słodyczy wybierają raczej owoce. Najmniej zdrowo we Włoszech jedzą turyści...

Według badań Włosi żyją dłużej niż inne nacje europejskie. Rzadziej chorują na serce czy nowotwory, a wszystko to osiągają bez wyrzeczeń i reżimu diety jedząc to, co lubią. Dlaczego? Korzystają z mnóstwa odżywczych produktów. Używają sezonowych aromatycznych produktów nie musząc  sięgać po sól czy tłuszcz do smaku. No i piją wino :)

Statystycznie Włosi żyją o 2 lata dłużej niż reszta Europy! U osób, które przestrzegały diety śródziemnomorskiej odnotowano 9% spadek śmiertelności na skutek chorób serca, 6% na nowotwory oraz 13% spadek zachorowalności na parkinsona i alzheimera.


         "Włochom się poszczęściło, że przejęli kulinarną spuściznę, której 
          podstawę stanowią makarony a to węglowodany złożone i bardzo
          wydajne oraz zdrowe paliwo dla organizmu"

                                                                                 Sophia Loren

Czyż tradycyjne włoskie jedzenie nie odpowiada zaleceniom zdrowotnym wielu dietetyków? Owoce, warzywa, pełnoziarniste chleb, makarony, ryż, nasiona i całe rośliny strączkowe, orzechy, ryby, oliwa, zioła, czosnek i wino.

Buon appetito!

Insalate Italiane

Wszyscy znają szlagiery kuchni włoskiej, dlatego chcę pokazać ją od trochę innej strony - bardziej "lightowej". Sałatki we Włoszech to lunchowy standard. Kuszą niepowtarzalnym aromatem i smakiem, a przy tym nie ma w nich wiele tłuszczu czy kalorii. Mnie urzekają zawsze cudownymi kolorami i prostotą, bo tak niewiele czasu zajmuje, by przyrządzić posiłek z najlepszych dostępnych produktów.





Grupa sałat obejmuje rośliny liściaste zarówno o delikatnych liściach, które rozpływają się w ustach pozostawiając słodkawy posmak, jak również te twardsze, bardziej aromatyczne o gorzkawym, niekiedy orzechowym wręcz aromacie. Historycznie zalety sałat poznano już w starożytnych Egipcie, Grecji i oczywiście Rzymie.


Insalata di radicchio

Radicchio już z nazwy jest bardzo włoska. Ja przepadam za jej zadziornym, pełnym wyrazistości smakiem, a do tego jeszcze kolor! Moja interpretacja z kurczakiem z powodzeniem może zastąpić pełny posiłek. Przeważnie kurczaka przygotowuję wcześniej lub wykorzystuję resztki z zeszłego dnia.




(2 porcje)
3 łyżki octu balsamicznego
2 łyżki oliwy extra vergine
sól morska
świeżo mielony czarny pieprz
sałata radicchio w większości
inne twarde sałaty jako dodatek (lodowa, escarola)
15g przyrumienionych orzechów piniowych
20g startego na płatki parmezanu
1 duży lub 2 małe filety z kurczaka (opcja)

Na rozgrzaną patelnię wrzucić orzechy. Delikatnie podrzucając rumienić je, aż zaczną zmieniać kolor i będzie czuć ich aromat. Odstawić do wystygnięcia.

W zamykanym pojemniku lub słoiczku przygotować winegret z octu i oliwy extra vergine. Dodać sól i pieprz. Pojemnik lub słoik zamknąć, a zawartość porządnie wymieszać.

Porwać liście sałaty i ułożyć je na dużym tależu lub misce. Skropić częścią winegretu i delikatnie wymieszać. Wrzucić orzechy, płatki parmezanu i opcjonalnie kawałki filetu z kurczaka. Wszystko jeszcze raz wymieszać. Na koniec dodać resztę winegretu.

Zazwyczaj surowy filet z kurczaka kroję na kawałki, doprawiam wcześniej i odstawiam do lodówki na ok. 2 godziny, żeby przeszedł aromatem ziół i przypraw, potem grilluję go na patelni grillowej i odstawiam do wystygnięcia.



Insalata di rucola e popelmo

Rukolę darzę wielkim sentymentem. To pierwsza "inna" sałata, jaką w życiu jadłam. Zanim jej spróbowałam, znałam tylko popularną wtedy w Polsce sałatę masłową i jej nie znosiłam, bo uważałam ją za bezpłciowego flaka oraz mniej  popularną lodową, za którą przepadałam dzięki jej chrupkości i słodyczy. Rukolę poznałam w kuchni mediolańskiego domu mojego ojca chrzestnego. Na lunch jego żona Pia przygotowywała coś intensywnie zielonego i mieszała z czerwonymi pomidorkami cherry oraz z balsamico. Jaki to był szok, gdy rozgryzłam kilka listków i poczułam, jak w ustach rozlewa się ostra gorycz. Czyżby istniały sałaty o wyraźnym smaku? Wtedy pojęłam, że tak.









(2 porcje)
1,5 łyżki wyciśniętego soku z pomarańczy
1 łyżka oliwy extra vergine
2 łyżeczki octu winnego z czerwonego wina
2 łyżeczki startej skórki pomarańczy
sól morska gruboziarnista
pieprz świeżo mielony
1 duży grejpfrut czerwony oraz sok z niego
2 duże garście rukoli
30g podrobionego sera koziego
2 łyżki rozkruszonych przypieczonych orzechów laskowych


Orzechy laskowe utłuc na mniejsze kawałki w moździerzu. Nie miażdżyć. Na rozgrzaną patelnię wrzucić orzechy. Delikatnie podrzucając rumienić je, aż zaczną zmieniać kolor i będzie czuć ich aromat. Odstawić do wystygnięcia.

Za pomocą noża obrać grejpfruta odkrawając po jednym plasterku z góry i z dołu tak, by ukazał się miąższ (sposób szefów kuchni na obieranie owoców cytrusowych). Ustawić owoc pionowo. Tnąc z góry do dołu odkroić skórkę oraz biały miękisz. Delikatnie wykrawać między błonkami poszczególne cząstki. Po  ich oddzieleniu z reszty owocu wycisnąć sok. 

W misce przygotować winegret z soku z pomarańczy, oliwy, octu winnego i skórki pomarańczy. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Wymieszać za pomocą trzepaczki. Do winegretu delikatnie włożyć cząstki grejpfruta, aby go trochę wchłonęły. Wlać też sok z grejpfruta.

Wyjąć grejpfruta z sosu. Na talerz lub miskę wrzucić rukolę i cząstki grejpfruta Zalać wszystko winegretem. Dodać kozi ser i orzechy laskowe. Delikatnie wymieszać.

Obłędne!
























piątek, 24 sierpnia 2012

Z cyklu: myślisz, że wiesz wszystko o składnikach pokarmowych. Część 2

Zaczęłam od węglowodanów. Ale to dopiero początek. Dziś o czym? Chyba kolej na białka.

Przez dietę Dukana białka cieszą się wątpliwą sławą. Dlaczego? Ilości białka przyjmowane przez osoby praktykujące tę dietę wielokrotnie przekraczają  zapotrzebowanie człowieka, co skutkuje wzrostem złego cholesterolu, zakwaszeniem organizmu, kłopotami z nerkami, zwiększeniem ryzyka osteoporozy, spowolnieniem metabolizmu i przybraniem na wadze. Hm... Dietę Dukan wymyślił w latach 70-tych, więc gdyby naprawdę działała, społeczeństwo dziś chodziłoby chude, a problem otyłości przestałby istnieć. 

Tymczasem - tłuc to będę w nieskończoność - organizm potrzebuje wszystkich składników pokarmowych, a eliminowanie któregoś z nich jest po prostu nienaturalne, bo nie tak zostaliśmy zaprogramowani.

Zatem przywróćmy białkom honor. Prywatnie mam wobec nich duży sentyment. W szkole imponowały mi zawsze ich pozwijane przestrzenne kolorowe struktury. Mogłam się im przyglądać do znudzenia. Kosmiczne!


Co to są te białka?
obok węglowodanów i tłuszczów to podstawowe składniki diety. Są zbudowane z aminokwasów. Występują u wszystkich organizmów żywych. Stanowią 75% suchej masy tkanek miękkich ciała ludzkiego. Są podstawowym składnikiem wszelkich płynów ustrojowych.

Dlaczego potrzebujemy białek?
Proteiny są odpowiedzialne za wzrost, formowanie i naprawę komórek. Reguluja gospodarkę hormonalną i procesy genetyczne. Niewykorzystane w procesach tworzenia i wzrostu tkanek są źródłem energii.

Białka pełnią wiele istotnych funkcji:
- zwiększają odporność na infekcję, bo z nich powstają przeciwciała
- przyspieszają gojenie ran, bo są budulcem dla naszych tkanek
- zapobiegają wiotczeniu mięśni i skóry, bo kolagen to też białko

Są sycące. Rozłożenie aminokwasów zajmie organizmowi na tyle dużo czasu, że długo zapewnią uczucie sytości.

Ile potrzebujemy białek? 
RDA (pol. zalecane dzienne spożycie) to ok. 0,75g/1kg, czyli osoba ważąca 60kg powinna dziennie spożyć ok. 45g protein.

Uprawiający sport potrzebują więcej białek nie tylko do tworzenia masy mięśniowej, ale do regeneracji po wysiłku fizycznym. Ograniczenie przez nie spożycia białek może być przyczyną zmęczenia oraz wydłużonej regeneracji organizmu.

Co to są aminokwasy?
Są podstawowym elementem budowy białek. Wiele z nich występuje w naszym organizmie, ale do jego prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy 8 dodatkowych aminokwasów, które muszą być dostarczone z zewnątrz w  jedzeniu. Białka roślinne i zwierzęce zawierają różne proporcje tych 8 aminokwasów, dlatego ważne jest, by zestawiać je ze sobą.

Gdzie szukać białek?
Najlepszymi produktami białkowymi pochodzenia zwierzęcego są drób, ryby, owoce morza, cielęcina, wołowina, nabiał. W odniesieniu do mięsa ja wybieram mięso chude (filety z kurczaka czy indyka, chude steki itp.), a to dlatego, że mięsa zawierają tłuszcze zwierzęce, a to raczej przyczyna wzrostu złego cholesterolu, a nie zdrowie.

Co do białek pochodzenia roślinnego, znajdziemy je w różnych warzywach strączkowych, fasolach, orzechach, zbożach, tofu. Samo zdrowie, bo zazwyczaj produkty te są również bogactwem dobrych węglowodanów - w tym błonnika - oraz witamin i składników mineralnych, więc stanowią naprawdę zdrowy duet.


Energetyczne śniadanie z kombinacją protein





























Połączenie produktów zbożowych z roślinami strączkowymi lub mlecznymi w jednym posiłku może pokryć zapotrzebowanie na brakujące 8 aminokwasów. Ja w taki sposób lubię zaczynać dzień. Kombinacja białek w towarzystwie zdrowych węglowodanów oraz dobrego tłuszczu to energia na resztę dnia. Dodatkowy zastrzyk mocy to kolor. Uwielbiam kolorowe śniadania. Sprawiają, że zaspane oczy szerzej się otwierają, a usta od razu się śmieją.


Do tego kocham lato. Cieszę się, że w tym roku jest całkiem łaskawe termicznie i dostarcza mi wielu okazji, by śniadania celebrować na tarasie. Tam czas zwalnia, a budzące się do życia miasto zostaje gdzieś w tle. Wtedy liczą się chwile. Jak je przeżyję, wpłynie na resztę mojego dnia.



(2 porcje)
porządna garść rukoli
2 nektarynki 
1 kula mozzarelli
2 łyżki oliwy extra vergine
gruboziarnista sól morska
świeżo zmielony pieprz
2 kromki chleba żytniego razowego

Nektarynki pokroić w cząstki. Usunąć pestki. Na talerz rzucić rukolę. Na rukoli ułożyć kawałki nektarynek. Mozzarellę porwać palcami. Porwane kawałki dodać do rukoli i nektarynek. Wszystko skropić oliwą z oliwek, posypać solą oraz pieprzem. Ukroić 2 kromki żytniego razowego chleba na zakwasie (najlepiej własnej roboty). Chleb ułożyć na talerzu. Dzień dobry - smacznego!








To fajne, szybkie śniadanie dostarcza mi niezrównanych doznań smakowych  bez rezygnacji z tego, co zdrowe. Bodźce wizualne wprawiają mnie w euforyczny stan, aż w mózgu czuję uderzenie endorfin. 


Mamy tu połączenie wszystkich składników pokarmowych: zdrowych węglowodanów różnego pochodzenia, w nich także błonnika (produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce), białek zwierzęcych i roślinnych (ser, orzechy i ziarna w chlebie), jednonienasyconych tłuszczów oraz kwasów tłuszczowych omega 3 i 6 (oliwa z oliwek, orzechy i ziarna w chlebie). 


A! Jeszcze kolory! A kolory to co? Przeciwutleniacze! Podziękujmy zatem nektarynkom i rukoli, że są na świecie :)


Nektarynki należy kupować takie, które pod wpływem dotyku lekko się uginają, a wąchane wydzielają smakowity, intensywny aromat. Trzeba uważnie przyjrzeć się skórce, by nie było na niej żadnych odgnieceń czy skaz. Nie należy wybierać nektarynek bardzo twardych lub nie do końca wybarwionych. Zostały one zbyt wcześnie zerwane z drzewa i najprawdopodobniej - wbrew zapewnieniom sprzedawców - nigdy nie dojrzeją. Nektarynki przechowuje się w temperaturze pokojowej układając je ogonkami do dołu. Jeśli są bardzo dojrzałe można je włożyć w plastikowej torebce do lodówki i trzymać 4-5 dni.






poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Eatvestigation: Super-warzywo. Pomidor.


Każdego roku przychodzi taki moment, że za sprawą pomidorów dostaję świra. Kiedy idę na bazar i widzę ten zalew pomidorowy, ledwo się powstrzymuję. Najchętniej kupiłabym je wszystkie zwłaszcza, że odmian pomidorów jest dziś multum, a każda oznacza inne wyzwanie kulinarne. Czytałam, że statystyczny Polak zjada rocznie 10 kg pomidorów. Chyba jestem grubo poza statystyką wciągając w sezonie taką ilość na miesiąc. Kupuję po 3 kg pomidorów tygodniowo i wierzcie mi, że szybko znikają, ponieważ nie mogąc się oprzeć pokusie podjadania, chwytam pomidor za pomidorem, ilekroć koło nich przechodzę. Ale nic sobie z tego nie robię, bo w 100g pomidorów jest raptem 15-30 kcal, co ma się nijak do korzyści z nich płynących!



Jak kupować pomidory? Oczywiście najlepsze są u szczytu sezonu letniego. Najsmaczniejszy pomidor jest dojrzały przy gałązce, ma intensywny czerwony kolor oraz charakterystyczny zapach. Zapach świadczy o tym, że pomidor dojrzewał na słońcu, a nie był zerwany jako zielony. Koniecznie trzeba dowiedzieć się, czy upatrzone pomidory są gruntowe, bo niestety i w środku  lata sprzedaje się wersje szklarniowe, a te pewno były traktowane środkami owadobójczymi, sztucznymi nawozami, chemią grzybobójczą, opryskiwane konserwantami, pędzone etylenem czy nastrzykiwane mocznikiem.... więcej wymieniać nie będę. Pomidor nie powinien mieć żadnych plam, bo mogą one świadczyć o pleśni, a ta jest silnie rakotwórcza. Poza malinowymi, których to naturalna barwa, nie kupujmy pomidorów różowych - zawierają toksyczną tomatynę.

Pomidory mają specjalne miejsce w moim sercu - ze względu na swój smak,  nieskończone możliwości zastosowania w kuchni i dlatego, że są mega-zdrowe. Tak to już  jest z owocami i warzywami, że im bardziej intensywny kolor mają, tym są większymi przeciwutleniaczami, które to w naszym organizmie zwalczają wolne rodniki. Nie zamierzam się rozwodzić na tematy biol.-chem., ale myślę, że terminy te wpisały się już w nasze czasy. Pomidory zawierają potężny antyoksydant zwany likopenem - chroni przed chorobami układu krwionośnego, rakiem oraz opóźnia proces starzenia. Udowodniono, że spożywanie 55g koncentratu pomidorowego dziennie zapobiega szkodliwemu działaniu promieniowania UV - w praktyce chroni przed poparzeniami słonecznymi. Poza tym pomidory są źródłem podnoszącej odporność wit. C, chroniącej przed starzeniem wit. E, wzmacniającej układ nerwowy wit. B oraz pozytywnie wpływającej na wzrok wit. A, a dodatkowo zawierają wapń, magnez, żelazo i potas. Bomba zdrowia! Co więcej - jako jeden z nielicznych produktów poddane obróbce termicznej są zdrowsze po przetworzeniu niż na surowo, bo ilość likopenu się zwiększa.  A zatem zjedzmy pomidory w każdej możliwej postaci!

Przepyszne faszerowane pomidory na ciepło




(na 4 porcje)
1 szklanka makaronu orzo
1 łyżka oliwy extra vergine
2 ząbki czosnku
1 duża czerwona cebula
1 świeża papryczka chilli
8 suszonych pomidorów
6 oliwek Kalamata lub ok. 12 zwykłych czarnych
szczypta brązowego cukru
garść liści bazylii
1/3 szklanki posiekanej natki pietruszki
4 duże, okazałe pomidory
1/2 szklanki porwanej odtłuszczonej mozzarelli
sól morska i pieprz

To przepis prosty, zdrowy i fajny, ponieważ daje się na wiele sposobów modyfikować. Na przykład makaron orzo  można wymienić na dziki ryż lub kaszę. Danie wykorzystuje różne postaci pomidorów - smażone/gotowane oraz suszone dla wzmocnienia smaku. Jest wolne od złego cholesterolu :).

Rozgrzać piekarnik do 190 stopni. Pomidory umyć. Odkroić po jednym grubym plastrze od strony szypułki. Powstałe kapelusze zostawić do dekoracji. Zagotować wodę na makaron, osolić. Wsypać makaron i poczekać aż woda z powrotem się zacznie gotować. Odcedzić i odstawić. Na patelni rozgrzać oliwę, zmniejszyć ogień, wrzucić czosnek, a po minucie cebulę oraz chilli. Poczekać, aż wszystko się zeszkli. Z pomidorów wydrążyć środek bezpośrednio na patelnię z czosnkiem, cebulą i chilli. Dodać suszone pomidory, oliwki i w zależności od potrzeby szczyptę brązowego cukru. Chwilę dusić do momentu, aż miąższ pomidorów zacznie się rozpadać, a większość płynu wygotuje. Wtedy wrzucić porwane listki bazylii oraz posiekaną natkę. Doprawić na koniec solą i pieprzem według uznania. Wyłączyć kuchenkę, a sos wymieszać z makaronem. Napełnić farszem pomidory. Na wierzch każdego ułożyć porwaną mozzarellę. Żaroodporne naczynie wysmarować oliwą, ułożyć w nim pomidory, a obok odkrojone z nich kapelusze z szypułkami. Piec 20 minut.

Świeże faszerowane pomidory


 

(na 2-4 porcje)
4 pomidory Lima (odmiana podłużnych)
1/2 fenkułu
6 anchois
200g rukoli oraz trochę radicchio
100g ricotty
100g puszka  tuńczyka w sosie własnym
100g twarożku koziego
świeże zioła (bazylia, estragon, tymianek)
3 łyżki oliwy extra vergine
sok z 1/2 cytryny
szczypta płatków chili
sól morska i pieprz

Po przygotowane w ten sposób plastry pomidorów można sięgać jeden za drugim. Zbliżony kolor obydwu farszów sprawia, że trafiony smak pozostaje niespodzianką do samego końca.

Na pierwsze nadzienie wymieszać ricottę z tuńczykiem. Dodać rozgniecione uprzednio kapary i pokrojone drobno fileciki anchois. Doprawić solą i pieprzem. Na drugie nadzienie wymieszać twaróg kozi z ziołami. Doprawić. Farsze wstawić do lodówki, by się porządnie schłodziły. W międzyczasie przekroić w poprzek na pół pomidory, wydrążyć miąższ. Oliwę wymieszać w sokiem z cytryny, płatkami chilli i solą. Porwać rukolę, radicchio pokroić w paseczki, a fenkuł w cienkie plasterki. Sałaty oraz fenkuł połączyć dressingiem w salaterce zostawiając trochę do skropienia pomidorów. Po ok. 20 min. wyjąć z lodówki farsze. Napełnić nimi połówki pomidorów, które następnie pokroić na grube plastry. Ułożyć je na wierzchu sałaty i skropić reszta dressingu.